Maroko cz. 1

Maroko cz. 1

5 osób, 2 tygodnie, 2700km, 11 docelowych punktów, trzykrotne przejechanie Atlasu…

A wszystko zaczęło się od planu pojechania na „łest” na wspinanie. Były różne pomysły – Hiszpania, Sardynia, Grecja, Turcja, Maroko… ale chciało się egzotyki a wyjazd do Turcji byłby nieco bardziej problematyczny i padło na Maroko. Chętnych na wyjazd było 5 osób z czego tylko jedna, Adam, była już w tym kraju. No w trakcie czytania o samym Maroku i wspinie tam i słuchania opowieści Adama jak to tam jest, zaczęliśmy się zastanawiać czy jest sens jechać taki kawał do tak ciekawego kraju i zaszyć się w jednej dolinie z ew. jednym, może dwoma małymi wypadami? Czy aby nie warto poznać ten kraj nieco lepiej? na wspin zawsze się zdąży skoczyć ;) poza tym w Ryaniarze bez szpeju będzie taniej. I tak doszliśmy do wniosku że zrobimy wycieczkę samochodem po Maroko. Zebraliśmy informacje o ciekawych miejscach które warto odwiedzić i tak powstał pierwotny plan, który wyglądał mniej więcej tak:

1. Plan podróży po Maroko

1. Plan podróży po Maroko

Punktów było dużo a my mieliśmy 2 tygodnie no ale z drugiej strony mieliśmy wypożyczony samochód – postanowiliśmy spróbować chociaż częściowo zrealizować plan po drodze go ew. nieco modyfikując. Wszystkie punkty z mapki powyżej będą opisane.

Etap 1: Przelot oraz punkty 1 do 3 (Rabat, Volubilis, Fez)

Do Maroka leciliśmy Ryanair’em przez Londyn Stansted. Był to mój pierwszy lot od wielu lat i niezmiernie się cieszyłem z miejsca przy oknie ;] miałem świetną okazję podziwiania niesamowitych widoków w nocy:

2. Nocny widok z samolotu

2. Nocny widok z samolotu

Miasta poniżej nas wyglądały w nocy jak konstelacje, gromady gwiazd i mgławice – można się było poczuć jak w statku kosmicznym. Ale i w dzień widoki potrafiły być niezwykle interesujące:

3. Okolice Swanage, Wielka Brytania

3. Okolice Swanage, Wielka Brytania

A największe wrażenie zrobił chyba na mnie Gibraltar:

4. Gibraltar widziany z samolotu

4. Gibraltar widziany z samolotu

A wkrótce pierwszy raz zobaczyliśmy Maroko z lotu ptaka:

5. Jezioro Asmir

5. Jezioro Asmir

Niedługo później wylądowaliśmy w Rabacie – nasze pierwsze spotkanie z Marokiem. Lotnisko położone jest poza miastem i do miasta trzeba się jakoś dostać. Zdecydowaliśmy się na taksówkę bo autobusy z jakiś przyczyn nie jeździły. W chwilę po znalezieniu się przy parkingu dla taksówek pojawiła się dookoła nas grupa ok 20 ludzi energicznie gestykulująca i robiąca niezłą wrzawę. Próbowaliśmy się dowiedzieć ile kosztuje przejazd do Rabatu z tablicy informacyjnej ale tam wszystko napisane było albo po francusku albo arabskimi „robaczkami” a nikt z żywo gestykulujących ludzi nie mówił po angielsku. Na szczęście pojawił się wkrótce młodszy chłopak i po krótkich choć głośnych negocjacjach udało się ustalić cenę. Wsiedliśmy do taksówki (5 osób + kierowca więc o jedną osobę za mało wg.marokańskich standardów) i ruszyliśmy. Po opuszczeniu taksówki w mieście znaleźliśmy szybko jakiś park i postanowiliśmy tam chwilę odpocząć i ustalić dalszy plan działania. Trzeba było znaleźć jakiś nocleg a i w brzuchach zaczęło nam burczeć. Postanowiłem zrobić pierwsze wspólne zdjęcie, używając szerokiego kąta. W kilka chwil po zrobieniu zdjęcia z odległości ok 100 metrów podszedł do mnie młodszy człowiek i powiedział, że zrobiłem mu zdjęcie i prosi żebym je usunął. Powiedziałem że absolutnie nie zrobiłem mu zdjęcia tylko robiłem je naszej grupie, szerokim kątem. Chłopak poprosił żebym pokazał mu to zdjęcie co też uczyniłem, potem żebym je powiększył i faktycznie – szeroki kąt obiął i również jego, choć jego osoba zajmowała kilka pikseli… zdjęcie musiałem skasować potwierdzając w ten sposób to co słyszałem o robieniu zdjęć ludziom w Maroko…

Jako miejsce zakwaterowania wybraliśmy schronisko młodzieżowe przy Rue Marassa niedaleko placu Bab el Had. Miejsce było bardzo przyjemne a i można było tam spotkać miłych ludzi takich jak James, szkot który postanowił przeprowadzić się do Maroka a póki co spędza czas poznając Rabat i okolice. Nieco poopowiadał nam o ciekawych miejscach, poczęstował oliwkami i podpowiedział, że jak kupimy herbatę to recepcjonista z hotelu zaparzy ją nam w rewelacyjny sposób. Oprócz tego mieliśmy tam pierwszą styczność z kotami które w Maroko zastępują gołębie lub szczury – wybierzcie sobie sami:

6. Kot w schronisku młodzieżowym, Rabat

6. Kot w schronisku młodzieżowym, Rabat

Po małym przepakowaniu w schronisku udaliśmy się na zwiedzanie. Pierwsze spotkanie z marokańskim targiem – suk. Pierwsze spotkanie z Atlantykiem.

7. Molo przy ujściu rzeki Abou Regreg, Rabat

7. Molo przy ujściu rzeki Abou Regreg, Rabat

8. Latarnia morska, Rabat

8. Latarnia morska, Rabat

 

9. Od lewej: Agnieszka, Adam, Michał i Patrycja (na dole).

9. Od lewej: Agnieszka, Adam, Michał i Patrycja (na dole).

Ku naszemu małemu zdziwieniu zobaczyliśmy, że wzdłuż większej części wybrzeża ciągnie się cmentarz – widok był dość niesamowity:

10. Cmentarz nad oceanem, Rabat

10. Cmentarz nad oceanem, Rabat

11. Cmentarz nad oceanem, Rabat

11. Cmentarz nad oceanem, Rabat

W trakcie zwiedzania dość przypadkiem trafiliśmy do Kasby Udaya. Kasba to taki rodzaj fortyfikacji położonych zwykle na wzniesieniu. Miejsce kojarzyło nam się raczej z Grecją – domy pomalowane był na biało i niebiesko a uliczki niezwykle ciasne. Bardzo szybko pojawił się obok nas jegomość, który mówi nam żebyśmy nie szli prosto tylko skręcili a najlepiej żebyśmy poszli za nim, on nam wszystko pokaże. Szybko zwęszyliśmy podstęp ;]

12. Kasba Udaya, Rabat

12. Kasba Udaya, Rabat

A następnie udaliśmy się do ogrodów andaluzyjskich poniżej kazby:

13. Kasba Udaya, ogród andaluzyjski, mury

13. Kasba Udaya, ogród andaluzyjski, mury

Niestety gdy znaleźliśmy się w środku było już dość późno i ciężko było ciekawsze zdjęcia.

14. Kasba Udaya, ogród andaluzyjski

14. Kasba Udaya, ogród andaluzyjski

Po wyjściu na szczycie jednej z wieżyczek czekała na nas pustułka.

15. Pustułka na szczycie wieżyczki, Rabat

15. Pustułka na szczycie wieżyczki, Rabat

Ponieważ robiliśmy się coraz bardziej głodni postanowiliśmy udać się na suk w celu znalezienia jedzenia. Zasadniczo marokański suk to jeden wielki worek, do którego ktoś wrzucił wszystko a potem mocno potrząsnął – sklepy z odzieżą mieszają się ze sklepami z owocami, mięsem, przyprawami i wszystkim innym…

16. Suk, Rabat

16. Suk, Rabat

Ilość kolorów, zapachów i dźwięków była oszałamiająca…

17. Sklep z lampami, suk, Rabat

17. Sklep z lampami, suk, Rabat

…i męcząca. Zrobiliśmy się BARDZO głodni. Długo nie wybieraliśmy i w sumie w zasiedliśmy w jednej z pierwszych restauracyjek i wkrótce mieliśmy okazje spróbować naszego pierwszego tadżina:

18. Jemy tadżina ;)

18. Jemy tadżina ;)

Ponieważ restauracyjka była skrajnie mała dostaliśmy stolik niemal na uliczce. Mniej więcej w połowie posiłku przeszkodził nam jakiś samochód – trzeba się było usunąć z drogi na chwilę. Po pysznym posiłku poszliśmy dalej powoli kierując się w strony naszego rijadu. Po drodze nie mogłem się powstrzymać przed spróbowaniem gotowanych ślimaków:

18. Stoisko z gotowanymi ślimakami, Rabat

18. Stoisko z gotowanymi ślimakami, Rabat

W końcu w nocy wróciliśmy do schroniska. Plan na drugi dzień – wynająć samochód, zwiedzić ruiny Chellach, Volubilis i dostać się do Fezu.

Chellach leży obecnie w sumie w granicy Rabatu. Miejsce ma niezwykle długą przeszłość o czym przeczytacie w necie. Obecnie żyją tam bociany… całe dziesiątki bocianów:

20. Bociany, ruiny Chellah, Rabat

20. Bociany, ruiny Chellah, Rabat

Mijesce jest bardzo ciekawe: ruiny, miejsca wykopalisk archeologicznych, ogród… a rozlewiska pobliskiej rzeki stwarzają idealne siedlisko dla bocianów, czapli i innych ptaków.

21. Ruiny Chellah, Rabat

21. Ruiny Chellah, Rabat

22. Ruiny Chellah, Rabat

22. Ruiny Chellah, Rabat

Nie omieszkaliśmy też odwiedzić świętych węgorzy przy których krążyły dziesiątki kotów:

23. Swięte węgorze, Ruiny Chellah, Rabat

23. Swięte węgorze, Ruiny Chellah, Rabat

24. Ruiny Chellah, Rabat

24. Ruiny Chellah, Rabat

Po kilku godzinach spędzonych w Chellah ruszyliśmy w dalszą podróż do Volubilis. Po drodze mijaliśmy rozlewiska które upodobały sobie ptaki – wszystko znajdowało się dosłownie kilka metrów od jezdni. Nie mogłem się powstrzymać i poprosiłem żebyśmy się zatrzymali na parę chwil:

25. Czapla nadobna, płaskonos i kormorany, Rabat

25. Czapla nadobna, płaskonos i kormorany, Rabat

Były tam czaple nadobne, płaskonosy i kurki wodne.

Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do Volubilis – ruin starożytnego rzymskiego miasta.

26. Volubilis

26. Volubilis

Miejsce jest fascynujące – warto spędzić tam parę dłuższych chwil z dobrym przewodnikiem – przy odrobinie wyobraźni można się przenieść w czasie. Poniżej panorama:

27. Volubilis, panorama

27. Volubilis, panorama

Wiele mozaik przetrwało dziesiątki stuleci:

28. Volubilis, mozaika przedstawiająca 12 prac Herkulesa

28. Volubilis, mozaika przedstawiająca 12 prac Herkulesa

Mieliśmy też kolejne miłe spotkania z ptakami:

29. Pójdźka, Volubilis

29. Pójdźka, Volubilis

30. Kląskawka, Volubilis

30. Kląskawka, Volubilis

Po zwiedzeniu tam kilku domów kilku starożytnych zamożnych osób zdecydowaliśmy ruszyć w dalszą drogę do Fezu – robiło się już późno. W Fezie znów zatrzymaliśmy się w schronisku młodzieżowym. Samochód zostawiliśmy na ulicy. Jak się okazało ulice podzielone są na sektory, które są pilnowane przez konkretne osoby. Wszystko jest bardzo dokładnie ustalone kto gdzie pilnuje dzięki czemu za parę dirhamów masz pewność że twój samochód będzie bezpieczny. Nasz samochód był pilnowany przez pana, który podobno zajmuje się swoim sektorem od ponad 20 lat…

Tutaj też czas na kolejną anegdotę. Pisząc o młodzieżowym hostelu-rijadzie w Rabacie wspomniałem o niejakim Jamesie. Otóż w hostelu w Fezie spotkaliśmy kolejną miłą osobę, która sobie zwiedzała Maroko – tym razem był to Niemiec. Okazało się, że kilka dni temu był też w Rabacie w tym samym hostelu młodzieżowym i spotkał tam przemiłego Szkota który polecił mu kilka ciekawych miejsc – był to właśnie James ;) najwyraźniej nawet w Maroko świat jest mały.

Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzenie Fezu a dokładniej jego medyny. Bez dobrej orientacji w terenie, dobrej mapy lub najlepiej dobrego GPSa lepiej się tam nie zapuszczać zwłaszcza samemu. To istny labirynt z którego wyprowadzić mogą cię jedynie miejscowi – za garść dirhamów ;) myślałem, że to co widziałem w Rabacie było niesamowite ale medyna i suk w Fezie przekracza wszelkie granice.

31. Typowa boczna uliczka w Fezie, medyna

31. Typowa boczna uliczka w Fezie, medyna

Wąskie uliczki, rzeki ludzi, ciągły gwar, nieprawdopodobna różnorodność przypominająca na pierwszy rzut oka chaos – chaos który po dłuższej obserwacji zaczyna mieć sens i staje się swego rodzaju ładem i porządkiem.

32. Uliczka w medynie, Fez

32. Uliczka w medynie, Fez

Tam wszystko tak naprawdę ma swoje miejsce i znaczenie – nabiera to niemal organicznego charakteru. Medyna podzielona jest na suki o konkretnym charakterze – np. suk przypraw, suk ubrań, suk wyrobów metalowych:

33. Suk wyrobów metalowych, Fez

33. Suk wyrobów metalowych, Fez

To właśnie w suku wyrobów metalurgicznych zatrzymaliśmy się na marokańską herbatę, na tarasie skąd można było podziwiać bardzo ładne widoki.

34. Fez, Medyna

34. Fez, Medyna

Jak i można było poobserwować ludzi zajętych codziennymi obowiązkami:

35. Suk wyrobów metalowych - chłopak w trakcie pracy. Fez, medyna

35. Suk wyrobów metalowych – chłopak w trakcie pracy. Fez, medyna

Rejony mogą kojarzyć się z organami, połączonymi arteriami ulic i naczyniami włosowatymi mniejszych uliczek przez które czasem ciężko się przecisnąć człowiekowi. Arteriami krążą tysiące komórek – ludzi; każda mająca jakieś przeznaczenie i cel. Jedyni ludzi to turyści, inni to miejscowi robiący zakupy, jeszcze inni to tragarze prowadzący obładowane osły, kolejni to różnego rodzaju nawoływacze i miejscowi szukający okazji żeby „złowić” turystę. Bywają miejsce bardziej ładne:

36. Wnętrze meczetu, Fez, medyna

36. Wnętrze meczetu, Fez, medyna

Jak i mniej przyjemne…

37. Mniej przyjemna uliczka, Fez, medyna

37. Mniej przyjemna uliczka, Fez, medyna

Zupełnie jak w jakimś wielkim organizmie.

Jednym z naszych głównych celów w Fezie miała być najsłynniejsza garbarnia na świecie. Już w pobliżu rejonu garbarni dało czuć się charakterystyczny zapach a kolejnym dowodem na to że zmierzamy we właściwym kierunku była coraz większa ilość nawoływaczy, którzy zachęcali nas przyjęcia ich usług oprowadzenia po garbarni – innego wyboru nie ma, aby je ujrzeć trzeba wejść na prywatne tereny więc komuś zapłacić i tak trzeba będzie. Tylko jak tu wybrać konkretnego przewodnika? Nas urzekł pewien młody chłopak który znał polski całkiem nieźle. Obiecał nam „no smród” i  że „będzie dobrze”. „No smród” nas przekonało nieco bo naczytaliśmy się że przeciętny człowiek może czasem nie wytrzymać warunków tam panujących. My mieliśmy farta – było nieco pochmurno i do garbowania nie używano „kupa ptaka” jak to określił chłopak, czyli ptasiego guana. Zostaliśmy poprowadzeni ciasnymi krętymi i mrocznymi korytarzami, przez sklepik z wyrobami skórzanymi:

38. Sklep z wyrobami skórznaymi, Fez, medyna

38. Sklep z wyrobami skórznaymi, Fez, medyna

Aż w końcu trafiliśmy do samego źródła tych wyrobów:

39. Garbarnia, Fez, medyna

39. Garbarnia, Fez, medyna

Miejsce faktycznie robi wrażenie i zdecydowanie jest warte odwiedzenia, choć w dużej mierze to też zależy od przewodnika. Młody chłopak którego spotkaliśmy bardzo dużo nam poopowiadał o charaktearze tej pracy oraz o procesie który jest stosowany przez garbarzy w Fezie.

40. Garbarnia, Fez, medyna

40. Garbarnia, Fez, medyna

Wszystkie składniki faktycznie są pochodzenia naturalnego. Zarówno środki garbujące (guano) i barwiące – np mięta dająca kolor zielony.

41. Wygarbowane skóry, Fez, medyna

41. Wygarbowane skóry, Fez, medyna

Jedne skóry przeznaczone są na buty, ubrania i torby, inne na bębny. I właściwie nic się nie marnuje – włosie ze skór używane jest to wypełniania materacy i poduszek.

42. Ludzie pracujący w garbarni, Fez, medyna

42. Ludzie pracujący w garbarni, Fez, medyna

Niestety jest to bardzo ciężka praca, warunki potrafią być skrajnie ciężkie.

43. Robotnicy podczas garbowania, Fez, medyna

43. Robotnicy podczas garbowania, Fez, medyna

Bo bardzo interesującym pokazie zostaliśmy zaproszeni na zakupy w slepiku z wyrobami skórzanymi ;] następnie chłopak powiedział, że jego siostra pracuje w sklepie z przyprawami i kosmetykami – zostaliśmy więc zaproszeni na kolejne zakupy ;]

44. Sklep z komsetykami i przeprawami, Fez, medyna

44. Sklep z komsetykami i przeprawami, Fez, medyna

A potem się okazało ze jeszcze wujek ma sklep z dywanami… wujek zrobił nam niesamowity pokaz przeróżnych dywanów („szuf, szuf!” czyli „patrz patrz!”) i opowiedział o procesie ich wytwarzania.

45. Sprzedawca w sklepie z dywanami, Fez, medyna

45. Sprzedawca w sklepie z dywanami, Fez, medyna

Pokaz był długi i bardzo interesujący – aż głupio nam było odmawiać a na każdą naszą wymówkę sprzedawca znajdował jakiś argument: „Nie możecie dużo ze sobą brać? przylecieliście pewnie Ryanairem? mam takie specjalne MAŁE! dywaniki, w sam raz do bagażu podręcznego!”. Ceny niestety był spore a my naprawdę nie chcieliśmy kupować dywanu – podziękowaliśmy więc grzecznie a sprzedawca po kilku namowach w końcu odpuścił – rozstaliśmy się w bardzo miłej atmosferze. Na koniec pożegnaliśmy się z naszym młodym przewodnikiem i oczywiście wynagrodziliśmy go zapłatą. Później wyjaśnione nam zostało, że takie rodzinne interesy i nagarnianie klientów to w Maroko standard – pracy jest mało i trzeba sobie jakoś radzić i pomagać.

Całe to zwiedzanie sprawiło, że staliśmy się okrutnie głodni – przekąszanie bloków z miodu i orzechów sprzedawanych na przenośnych straganikach już nie wystarczało. Znaleźliśmy więc restauracyjkę i zamówiliśmy kolejna dania z tadżina. W ramach kolejncyh kulinarnych eksperymentów zamówiłem mięso… kozy. Było pyszne a samo miejsce pięknie wystrojone.

46. Restauracja, Fez, medyna

46. Restauracja, Fez, medyna

Po jedzeniu musieliśmy powoli zacząć udawać się w drogę powrotną po drodze robiąc drobne zakupy – w końcu trzeba przywieźć jakąś pamiątkę ;) na koniec dnia postanowiliśmy udać się na pobliskie wzgórze by zobaczyć całą medynę z góry:

47. Fez, medyna

47. Fez, medyna

Fez nas zmęczył. Ilość bodźców które dotarły do naszych mózgów była oszałamiająca. Nie mogliśmy się doczekać następnej części podróży – drogi przez Atlas na południe, na pustynię. Droga zapowiadała się długa więc następnego dnia wstaliśmy o wschodzie i opuściliśmy Fez. Przenosiliśmy się w zupełnie inne rejony, dużo bardziej dzikie i pustynne. Do gór dojechaliśmy dość szybko i wkrótce zaczęliśmy mijać dość nietypowe turystyczne miasteczka przypominające… Zakopane. Domy byłby budowane tam w europejskim, górskim stylu ze spadzistymi dachami. Zaczął pojawiać się śnieg i… małpy – nie miałem okazji niestety zrobić zdjęcia gdyż drogą przed nami długa.Po drodze mijaliśmy małe osady położone dosłownie pośrodku niczego:

48. Osada w Atlasie Średnim

48. Osada w Atlasie Średnim

Następnie znaleźliśmy się w rejonie jak żywcem wyjętym z Dzikiego Zachodu – pustynna równina, góry na horyzoncie i mała mieścina znowu pośrodku niczego.

49. Miejscowość w Atlasie średnim

49. Miejscowość w Atlasie średnim

Okoliczne kaniony i płaskowyże potęgowały wrażenie dzikiego zachodu:

50. Okolice Doliny Ziz

50. Okolice Doliny Ziz

Po niemal całodziennej podróży udało nam się dotrzeć do Hassilabied – miejscowości położonej przy naszym kolejnym celu podróży – Ergu Chebbi.

Etap 2: Punkty 4-8 (Erg Chebbi, Doliny Dades i Todra, Ait Benhaddou, Wodospady Ouzoud i Marrakesz)

Po zgiełku Fezu z ulgą przyjęliśmy spokój pustyni i ergu. Po znalezieniu noclegu udaliśmy się na wydmy, na zachód słońca. To była moja pierwsza styczność z ergiem.

Erg Chebbi, Maroko

51. Erg Chebbi, Maroko

Spokój i widoki jakie tam można znaleźć mają niesamowity wpływ na człowieka. Nic dziwnego że Maroko stało się źródłem inspiracji dla pokolenia dzieci kwiatów i pisarzy – dla dopełnienia krajobrazu brakowały mi jedynie wielkich czerwii i zapachu cynamonu. Nie dziwię się, że Frank Herbert nadał swojej najsłynniejszej serii książek taki a nie inny charakter. Diuny potrafią być hipnotyzujące.

52. Erg Chebbi

52. Erg Chebbi

A zachód oglądany z ich szczytu nie da się porównać do żadnego innego zachodu.

53. Erg Chebbi - Agnieszka i Patrycja oglądają zachód

53. Erg Chebbi – Agnieszka i Patrycja oglądają zachód

Nam przytrafił się dodatkowo dość „mdły” zachód w związku z niedawnymi silnymi wiatrami i wysokim zapyleniem atmosfery (kilka dni wcześniej wiatr przygnał piasek znad pustyni aż do Włoch).

54. Erg Chebbi, zachód

54. Erg Chebbi, zachód

Ale poza zachodem jest jeszcze wschód, a żaden szanujący się fotograf nie przegapi wschodu słońca na pustyni ;] Po zachodzie wróciliśmy do rijadu i postanowiliśmy zjeść porządny posiłek. Podczas jedzenia podszedł do nas pewien starszy pan, najwyraźniej tubylec i nieśmiało, łamanym angielskim zagadał nas o niebo – że normalnie widać więcej gwiazd ale i teraz sporo widać i powiedział nam o kilku z nich. Szybko podłapałem, że to przecież Arabowie stworzyli podwaliny współczesnej astronomii więc nawiązałem dyskusję o gwiazdozbiorach – okazało się, że miejscowi wyobrażają sobie to wszystko nieco inaczej – gwiazdozbiory jakie my znamy pochodzą głównie z mitologii greckiej i rzymskiej – tuaregowie i berberowie mają swoje wyobrażenia. Pan był bardzo miły i postanowiłem zagadać go o muzeum skamieniałości i minerałów, które podobno gdzieś w okolicy jest. Zostałem zaproszony do pomieszczenia w rijadzie, które jak się okazało jest warsztatem owego pana. Okazało się że nowo poznany kolega przez większość swojego życia zbiera minerały i skamieniałości których w okolicy jest pełno. Miał tego olbrzymie ilości – od zębów dinozaurów do przepięknych wielkich rzeźb ze skamieniałości belemnitów i mnóstwo pięknych minerałów. Wiele z tych rzeczy było na sprzedaż. Jak się dowiedziałem przyjeżdżali do niego paleontolodzy w celu uzyskania informacji gdzie można szukać skamieniałości a także w celu odkupienia od niego konkretnych okazów.

Ponieważ następnego dnia szykowałem się na wschód trzeba było iść spać. Wschód na diunie jest równie ciekawym przeżyciem co zachód. Tym razem atmosfera była czystsza.

55. Erg Chebbi, wschód słońca

55. Erg Chebbi, wschód słońca

Światło wschodzącego słońca wydobywało fantazyjne kształty i kolory z pustyni.

56. Erg Chebbi o wschodzie słońca

56. Erg Chebbi o wschodzie słońca

Istna uczta dla miłośników sztuki, geometrii i fotografii.

57. Erg Chebbi o wschodzie słońca

57. Erg Chebbi o wschodzie słońca

Wkrótce jednak musieliśmy w dalszą podróż.

58. Patrycja, Michał i Agnieszka, Erg Chebbi

58. Patrycja, Michał i Agnieszka, Erg Chebbi

W drodze powrotnej udało mi się jeszcze sfotografować nieco pustynnego życia:

59. Żuk z rodziny mączników (Tenebrionidae), Erg Chebbi

59. Żuk z rodziny mączników (Tenebrionidae), Erg Chebbi

 

60. Trawa na Ergu Chebbi

60. Trawa na Ergu Chebbi

Jeszcze tylko kilka stereotypowych zdjęć palm na pustyni.

61. Roślinność w okolicy Ergu Chebii

61. Roślinność w okolicy Ergu Chebii

I nieco mniej stereotypowy berber na rowerze prowadzący wielbłądy.

62. Berber prowadzący wielbłądy, Erg Chebbi

62. Berber prowadzący wielbłądy, Erg Chebbi

Następnie ruszyliśmy w dalszą podróż. Naszym celem tego dnia było osiągnięcie Ait Benhaddou i po drodze zwiedzenie dolin Todra i Dades. Todry przepuścić nie mogliśmy – to główny celu wyjazdów wspinaczkowych do Maroka, musieliśmy ją chociaż zobaczyć!

Dalszą część naszej podróży była prosta. Dosłownie bo drogi na pustyni nie mają wielu zakrętów ;) pierwsza w kolejności była Todra. Najpierw przejeżdża się przez piękny Tanghir z zieloną doliną wypełnioną lasem palm.

63. Panorama Tinghiru

63. Panorama Tinghiru

Następnie jedzie się wąwozem, którego ściany stają coraz bardziej strome a dno coraz węższe aż w końcu mija się hotelik i odkrywają się ciekawe skały.

64. Todra

64. Todra

Trochę żałowaliśmy ,że nie mieliśmy ze sobą sprzętu wspinaczkowego… po krótkiej chwili ruszyliśmy z powrotem do kolejnego celu, doliny Dades. Dades okazała się widokowo tak naprawdę ciekawsza.

65. Ait Ben ALi, dolina Dades

65. Ait Ben ALi, dolina Dades

A formacje skalne, które tam występują są co najmniej surrealistyczne.

66. Formacje skalne w dolinie Dades

66. Formacje skalne w dolinie Dades

 

67. Dolina Dades - panorama

67. Dolina Dades – panorama

W kilka chwil po zatrzymaniu przybiegły do nas lokalne dzieci – doskonale wiedzą, że każdy turysta to potencjalny batonik, cukierek lub kilka drihamów

68. Dzieci z doliny Dades

68. Dzieci z doliny Dades

Ruszyliśmy w dalszą drogę na zachód – dosłownie.

69. Droga pomiędzy Dades a Ouarzazat

69. Droga pomiędzy Dades a Ouarzazat

Niestety marokańscy kierowcy mało kiedy używają świateł i w takich warunkach przy wąskiej drodze bywało mało przyjemnie. W Ouarzazat zatrzymaliśmy się na mały posiłek po czym ruszyliśmy do Ait Benhaddou. Gdy zajechaliśmy było już zupełnie ciemno ale udało się znaleźć względnie tani nocleg dość szybko. Poraz kolejny mieliśmy farta co do gospodarza. Tym razem podczas obowiązkowego spisywania danych z paszportu poczęstowani zostaliśmy berberyjską whisky czyli zieloną herbatą z cukrem. Gospodarz opowiedział nam kilka dowcipów po czym zaproponował, że nas oprowadzi po celu naszej wycieczki którym był ksar – ufortyfikowana osada. Trochę się zdziwiliśmy gdyż było już naprawdę późno i niemal zupełnie ciemno (gdyby nie księżyc niemal w pełni). Dziewczyny zdecydowały, że są już zbyt zmęczone ale ja nie mogłem odpuścić takiej okazji – wspólnie z Adamem i Michałem i naszym gospodarzem ruszyliśmy do pobliskich ruin, które jak się okazało ciągle są zamieszkiwane przez kilka rodzin.

Nie wiem czy ktoś z was grał w Thief, Elder Scrolls, oglądał Władcę Pierścieni itp… ale czułem się właśnie jak w tych grach lub filmach. Całkowita ciemność rozświetlona jedynie przez księżyc i gwiazdy, mury fortyfikacji liczące sobie setki lat – nic dziwnego, że to właśnie to miejsce stało się inspiracją dla twórców takich filmów jak Królestwo Niebieskie, Książę Persji czy Gladiator – to właśnie tu nakręcono niektóre sceny z tych i wiele innych filmów.

70. Ksar Ait Benhaddou w nocy

70. Ksar Ait Benhaddou w nocy

Wycieczka nie trwała długo ale była inspirująca – nie mogłem się doczekać następnego dnia i… wschodu słońca ;]

71. Wschód słońca w okolicy Ait Benhaddou

71. Wschód słońca w okolicy Ait Benhaddou

Płynąca w dolinie rzeczka stanowi też ostoję dla zwierząt mimo, że woda w niej płynąca jest słona. Sól pochodzi ze skał w górach przez które rzeka przepływa.

72. Ciconia ciconia, Ait Benhaddou, Morocco

72. Ciconia ciconia, Ait Benhaddou, Morocco

Bociany w Maroko zachowują się też jakby nieco inaczej – mniej boją się człowieka.

73. Ciconia ciconia, Ait Benhaddou, Morocco

73. Ciconia ciconia, Ait Benhaddou, Morocco

Kilka chwil po samym wschodzie udałem się na pobliski pagórek żeby sfotografować cały ksar, tym razem w  świetle dziennym.

74. Widok na ksar w Ait Benhaddou

74. Widok na ksar w Ait Benhaddou

Po śniadaniu całą grupą udaliśmy się na zwiedzenie ksaru tym razem za dnia – wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Z samego szczytu rozpościerały się piękne widoki na okolicę – dowód na to, że i pustynia może być kolorowa.

75. Okolice Ait Benhaddou

75. Okolice Ait Benhaddou

Po zwiedzeniu ksaru przyszedł czas na kolejny dłuższy odcinek drogi do wodospadów Ouzoud. Czekała nas druga przeprawa przez Atlas, tym razem Atlas Wysoki. Droga kilometrażowo nie była długa i myśleliśmy, że uda się ją dość szybko zrobić ale mocno się przeliczyliśmy. Okazało się, że droga w połowie jest niemal gruntowa co w połączeniu z górskich terenem i wijącymi się serpentynami przerodziło się w całodzienną podróż. I co ciekawe – w ogóle tego nie żałowaliśmy. To była najpiękniejsza górska droga jaką widziałem w  swoim życiu. Niestety to wtedy ja prowadziłem i wiele pięknych scen mi uciekło…

Doliny pełne kwitnących migdałów:

76. Dolina w Atlasie Wysokim

76. Dolina w Atlasie Wysokim

Ośnieżone szczyty i granie z nietypowymi formacjami:

77 Atlas Wysoki

77 Atlas Wysoki

Wszystko to sprawiało niesamowite wrażenie. I choć z jednej strony chcieliśmy już si wydostać z niekończącej wydawałoby się drogi przez Atlas to jednocześnie nie chcieliśmy końca tak pięknych widoków.

79. Dolina w Atlasie wysokim

78. Dolina w Atlasie wysokim

Aż żałowałem że nie możemy się zatrzymać w jednej z tych osad na co najmniej tydzień.

79. Atlas Wysoki

79. Atlas Wysoki

Pod koniec dnia udało nam się opuścić serpentyny Atlasu Wysokiego i znów w nocy zajechaliśmy w okolice Wodospadów Ouzoud. Tu znów mieliśmy farta i natrafiliśmy na miłego gospodarza, Jalala który obsługiwał parking. Nie dosyć że załatwił nam nocleg, jedzenie to oprowadził na w nocy po wodospadach – powtórka z Ait Benhaddou ;)

80. Wodospady Ouzoud w nocy

80. Wodospady Ouzoud w nocy

A na koniec zostaliśmy zaproszeni na małą imprezę w jeszcze nie oddanym do użytku hoteliku ;) nie zabawiliśmy zbyt długo bo byliśmy okrutnie zmęczeni – wrażeń na jeden dzień było aż nadto. Już wtedy byliśmy dość mocno znużeni całym tym zwiedzaniem. Zauważyliśmy, że nieco za bardzo pędzimy, za dużo staramy się zwiedzić, za mało mamy czasu aby wystarczająco się nacieszyć miejscem które odwiedziliśmy. Postanowiliśmy poświęcić nieco więcej czasu na zwiedzenie wodospadów. A te były kolejnym niezwykle ciekawym miejscem.

81. Wodospady Ouzoud

81. Wodospady Ouzoud

Nie udało nam się niestety spotkać słynnych małp ale wycieczka była interesująca.

Po zwiedzeniu wodospadów ruszyliśmy w dalszą drogę. Naszym kolejnym celem było trzecie duże i chyba najsłynniejsze miasto Maroka – Marrakesz. To właśnie tam poznaliśmy co to znaczy zapuścić się samochodem do samej medyny… chcąc dojechać jak najbliżej centrum wjechaliśmy zbyt głęboko w organizm miasta aż uliczki zwęziły się na tyle że na centymetry mijaliśmy stragany. Udało nam się jednak wydostać i na obrzeżach medyny znaleźliśmy parking gdzie zostawiliśmy samochód – dalszy plan był podobny jak każdego dnia: znaleźć nocleg, znaleźć jedzenie, rozejrzeć się okolicy i zaplanować następny dzień.

Marrakesz jest zdecydowanie najgłośniejszym, najbardziej kolorowym, różnorodnym i zatłoczonym miastem jakie zwiedziliśmy a jego klimat zmienia się w zależności od pory dnia. Oba wieczory spędzaliśmy na najsłynniejszym placu targowym na świecie – Dżamaa al Fina. To właśnie wieczorami tworzy się tam specyficzny klimat tworzony przez grupy grajków oraz ciepłe światło ognisk, lamp gazowym i lampionów.

82. Sprzedawca lamp, plac Dżamaa al-Fina, Marrakesz

82. Sprzedawca lamp, plac Dżamaa al-Fina, Marrakesz

Niestety specjalnie do tego wyznaczone osoby przy każdej grupie grajków bardzo szybko wyławiają turystów wśród widzów, zwłaszcza jeśli ma się cokolwiek co wygląda jak aparat, i wyłudzają pieniądze – ciężko nacieszyć się tamtejszym folklorem.

Inną atrakcją na placu są też stragany oferujące różnorakie owoce oraz świeżo wyciśnięte owoce – jedną z rzeczy jakich mi brakuje to możliwość pójścia rano na śniadanie do takiego straganu i zamówienie szklanki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy które zostały zebrane wczoraj, jakieś 100 kilometrów na południe…

83. Stragan z owocami, plac Dżamaa al-Fina, Marrakesh

83. Stragan z owocami, plac Dżamaa al-Fina, Marrakesh

Większość placu zajmują jednak przenośnie restauracyjki które w nocy znikają i rozstawiane są znowu popołudniem. To właśnie tam głównie się posilaliśmy.

Zwiedzając medynę Marrakeszu trzeba być przygotowanym na pokonanie sporej ilości kilometrów. Różnorodność oferowanych tam towarów jest porażająca. Od przeróżnych pięknych lampek:

84. Sklep z lampkami, Marrakesz

84. Sklep z lampkami, Marrakesz

Przez niespotykane przyprawy i ich mieszanki:

85. Sklep z przyprawami, Marrakesz

85. Sklep z przyprawami, Marrakesz

Po niezwykle barwną i różnorodną porcelanę:

86. Sklep z porcelaną, Marrakesz

86. Sklep z porcelaną, Marrakesz

Nie zabrakło też wyrobów z drewna w tym cedrowego:

87. Sklepy z wyrobami z drewna, Marrakesz

87. Sklepy z wyrobami z drewna, Marrakesz

Czy też pospolitych sklepików z suszonymi owocami:

88. Sklep z suszonymi owocami, Marrakesz

88. Sklep z suszonymi owocami, Marrakesz

Ale sklepy i stragany to oczywiście nie wszystko co oferuje medyna w Marrakeszu. Na samym zwiedzaniu zabytków można by spędzić kilka dni. Udało nam się zwiedzić ruiny słynnego pałacu El Badii którego lata świetności dawno minęły.

89. Ruiny pałacu el Badii, Marrakesz

89. Ruiny pałacu el Badii, Marrakesz

Gdzie można też ujrzeć nieco bardziej przyrodnicze widoki:

90. Bocian na ruinach pałacu el Badii, Marrakesz

90. Bocian na ruinach pałacu el Badii, Marrakesz

Następnie zwiedziliśmy grobowce Saadytów charakteryzujące się niezwykłymi zdobieniami:

91. Grobowce Saadytów, Marrakesz

91. Grobowce Saadytów, Marrakesz

Jednak to właśnie trzecie miejsce które zwiedziliśmy – medresa Alego ibn Jusufa zrobiła na mniej największe wrażenie:

92. Medresa Alego ibn Jusufa, Marrakesz

92. Medresa Alego ibn Jusufa, Marrakesz

Ilość i kunszt zdobień jakie można tam znaleźć jest wprost nieprawdopodobna.

93. Medresa Alego ibn Jusufa, Marrakesz

93. Medresa Alego ibn Jusufa, Marrakesz

Ostatnim punktem zwiedzania było Muzeum Marrakeszu z charakterystyczną główną salą z największym żyrandolem jaki widziałem:

94. Muzem Marrakeszu, Marrakesz

94. Muzeum Marrakeszu, Marrakesz

Jak wspominałem, żeby zwiedzić te wszystkie miejsca trzeba było przybyć na pieszo sporo kilometrów. Dodatkowo ilość bodźców jakie do nas docierały przez cały dzień sprawiła, że byliśmy mocno zmęczeni – gwarna atmosfera miasta udzieliła się nam zbyt mocno. Dodatkowo doszliśmy do wniosku że za bardzo pędzimy – za dużo chcemy zwiedzić w krótkim okresie – wszystkie te powyższe miejsca (prawie 100 baaaardzo mocno przebranych zdjęć) zwiedziliśmy mniej więcej w tydzień… doszliśmy do wniosku, że musimy nieco przyhamować. Oryginalny plan zakładał że z Marrakeszu udamy się w Atlas by zdobyć najwyższy szczyt tych gór – Toubkal. Ale podjęliśmy decyzję, że go olewamy i jedziemy nad Ocean :D o całej reszcie naszych wojaży po Maroko opowiem w drugiej części.

There are no comments