Alpy francuskie – rejon Mont Blanc

Alpy francuskie – rejon Mont Blanc

Czas na pierwszą opowieść z Alp. Wyjazd co prawda sprzed blisko roku ale wydaje mi się, że warto się podzielić swoimi wrażeniami. Trochę się tego nazbierało, zarówno zdjęć jak i tekstu ale mam nadzieję że nie zanudzę… Leniwi mogą przejrzeć same zdjęcia ;) Bardzo proszę o szczere komentarze i opinie!

Kumple wpadli na pomysł: „Wejdźmy na Mont Blanc! :D”. Pomyślałem sobie, że trochę ich pogięło – żaden z nas nawet w Alpach nie był a oni od razu chcą na Blanca iść, najwyższy szczyt Alp i w sumie Europy. Ale pomyślałem: „Kuba, nie świruj, taka okazja może się nie powtórzyć”. Postanowiliśmy się oczywiście dobrze przygotować. Z choinki się nie urwaliśmy, uprawiamy sportowe wspinanie w skałach, chodzimy nieco po Tatrach więc jako takie ogólne pojęcie i operacje linowe mamy ogarnięte. Pozostało przygotować się fizycznie (wyszło z tym jak zwykle ) i teoretycznie… z tym też wyszło „jak zwykle” – czytanie miliarda relacji i opinii od „ta góra to pikuś, niedzielny spacerek” po „nie idźcie tam nieprzygotowani i niedoświadczeni, to śmiertelna góra, zginiecie!” nie napawa optymizmem… trzeba było wybrać złoty środek. Takie filmiki (filmik nie mój ) też nie napawały optymizmem:

No ale nie dajmy się zwariować ;] Mój wyjazd zaczął się wcześniej niż wyjazd moich kumpli gdyż w jedną stronę udałem się z moimi rodzicami, miłośnikami gór, którzy Alpy widzieli jedynie na zdjęciach i filmach (i na plakatach które w latach 80′ ściągali od zachodnich pism co graniczyło z cudem w tamtych czasach). Teraz rodzice mogli ujrzeć te wszystkie miejsca na własne oczy. Ale od początku, gdzie się w ogóle udaliśmy? Masyw Mt. Blanc leży w zachodniej części Alp:

alpy2_by_dunadan_from_bag_end-d6wbvqf.jp

1. Orientacyjne zaznaczenie pięknej drogi Furka Strasse

Tu pierwsza rada. Jadąc w tamto miejsce koniecznością jest Furkastrasse – droga ciągnąca się dłuuuugą doliną przez połowę Alp (podkreśliłem ją czerwoną kreską). Czemu warto? dla widoków. To jest coś niesamowitego, droga wije się jak wstążka, przechodzi przez przełęcze, przez cudowne alpejskie doliny, szwajcarskie górskie wsie… żeby tam wszystko zobaczyć potrzeba by 2 dni… ale spokojnie da się ją przejechać w jeden dzień. Szczególnie piękne widoki są w okolicy osady Gletsch (trzeba odbić w prawo w stronę niesamowitych sztucznych zbiorników wodnych w samym sercu Alp) oraz przy wyjeździcie z Martigny, które jest podpisane na następnym zrzucie. Uwaga – wasz kierowca nie będzie miał łatwej jazdy – zakręty 180 stopni, mijanki z przepaścią w dole bez barierek i różne inne atrakcje czekają na odważnych kierowców. Jakiś sensowniejszych zdjęć stamtąd nie mam bo się w sumie spieszyliśmy… Poniżej mapka przedstawiająca sam masyw Mt. Blanc i dolinę Chamonix – takie nasze zakopane.

masyw_by_dunadan_from_bag_end-d6wbvqa.jp

2. Chamonix i masyw Mt. Blanc

Nocleg mieliśmy na campingu „Bellevue” w Les Houches. To główne miejsce wypadowe na Mt. Blanc ale nie tylko. Pani, która zajmuje się campingiem jest przemiła i mówi tylko po francusku… ale da się z nią dogadać, są tam też ludzie, którzy zawsze pomogą. Z tego kempu codziennie witał nas inny widok…

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wbs40

3.Wschód słońca – widok z kempingu Bellevue w Les Houches

Aiguilles

4. Aiguilles

 

Les Drus

5. Les Drus

Z rodzicami było głównie zwiedzanie za pomocą kolejek i lżejszego trekingu  ale powiem wam szczerze, że warto. Te ichnie kolejki to super sprawa, warto wykupić sobie karnet. Pierwsza wycieczka była pod Tete Rousse – schronisko na szlaku na Mt. Blanc. Rodzice chcieli przejść się kawałkiem mojego przyszłego szlaku. Dali mi w kość choroba bo okazało się, że wysokość na mnie podziałała dość mocno, na nich nie. W rezultacie ledwo zipiąc doszedłem do Tete Rousse z mega dużym kacem – nie, nie było imprezy dzień wcześniej – 3200m zrobiło swoje. Na mojego tacie za to w ogóle nie zrobiło wrażenia, wprost przeciwnie, czuł się rewelacyjnie. No ale udało się porobić kilka ciekawych zdjęć i w ogóle… pierwszy raz widziałem lodowiec.

Lodowiec Bionassay

6. Lodowiec Bionassay

Kolejnego dnia postanowiliśmy zwiedzić Aiguille du Midi – najwyższy szczyt, na który można wjechać kolejką, 3800m. Miejsce jest kosmiczne. Dosłownie, Aig. du Midi znajduje się na Arete des Cosmiques, znajduje się tam stacja meteo. Nie wiem jakim cudem ktoś wybudował tam tak wielką stację meteo, miejsce robi wrażenie a widoki jeszcze większe:

Obozowisko pod schroniskiem Cosmiques

7. Obozowisko pod schroniskiem Cosmiques

Alpiniści(turyści?) w drodze…

8. Alpiniści(turyści?) w drodze…

Mt. Blanc i Mt. Maudit

9. Mt. Blanc i Mt. Maudit

W drodze z powrotem warto się zatrzymać i wysiąść na stacji pośredniej, można tam poobserwować sobie świstaki i wszędobylskie ciekawskie wieszczki:

Wieszczek - Pyrrhocorax graculus

10. Wieszczek – Pyrrhocorax graculus

Kolejnego dnia – wycieczka nad Mer de Glac – największy lodowiec Alp Francuskich… i największe rozczarowanie ale też i szok… wystarczy tam pojechać i człowiek zaczyna wierzyć w efekt cieplarniany – lodowca prawie nie ma! schodząc na jego powierzchnię ( i do lodowej jaskini drążonej na nowo co roku) po bardzo stromym ale też świetne przygotowanym, szlaku mijamy tabliczki mówiące nam „tu była granica lodowca 100lat temu”, potem 50 lat temu, 20 lat temu, 10, 5… 5 lat temu. A do lodowca jeszcze ładnych kilkanaście metrów w dół. Ale widoki piękne i jeszcze jedna rzecz mnie okrutnie ucieszyła – mogłem na własne oczy ZOBACZYĆ miejsca i drogi i których czytałem w książkach o tematyce górskiej, słynne historyczne drogi Bonattiego i Cassiniego!

Mer de'Glac i Grandes Jorasses w tle

11. Mer de’Glac i Grandes Jorasses w tle

 

Grandes Jorasses

12. Grandes Jorasses

Petit Dru

13. Petit Dru

Kolejnym niesamowitym miejscem, w które można się dostać kolejką był Grandes Montets. Początkowo brzmiało dość niepozornie ale… szczerze stamtąd były chyba najładniejsze widoki:

Glacier d'Argientere, Chamonix, Alpy francuskie

14. Glacier d’Argientere, Chamonix, Alpy francuskie

Glacier d’Argentiere - zbliżenie

15. Glacier d’Argentiere – zbliżenie

Ciekawa historia – obok nas znajdowała się grupa turystów i przewodnik uczący zakładania raków itp. W pewnym momencie z chmur okrywając jeden z ośnieżonych szczytów zszedł sobie pewien pan, sprężystym krokiem schodząc po lodowcu, przeskakując szczelinę brzeżną i gwiżdżąc sobie dziarsko. Pan podszedł do przewodnika obok nas zagadując go po francusku – widać kumple. Pan odziany był w podziurawiony wełniany sweter, czapkę z daszkiem, dziurawe drelichowe spodnie i buty, które wyglądały jakby miały z 30 lat, na które miał zamontowane raki, które wyglądały na jeszcze starsze a w ręku trzymał czekan – wydobyty chyba z wnętrza lodowca i używany w epoce brązu… pan wyjął z kieszeni olbrzymi kryształ – nie wiem co do było ale było wielkie. Ciągle istnieją poszukiwacze kryształów jak widać… jeden z lodowców w tym rejonie nazywa się Glacier des Amthystes ;) I w sumie tak skończyła się część wycieczek z rodzicami. Doszła jeszcze wyprawa pod (przez?) Mt. Blanc (tak tak, szaleni Francuzi i włosi wykopali tunel pod największa górą Europy…) do włoskiej Aosty żeby liznąć włoskich klimatów w Alpach i przejechać przez przełęcz św. Bernarda. Tak czy inaczej byliśmy tym wszystkim zupełnie oczarowani… wrażeń taka masa, że ciężko to opisać, każdy dzień wypełniony był po brzegi niemal. A dla mnie to był dopiero początek. Wkrótce przyjechali kumple z ekipy i następnego dnia mieliśmy udać się na nasz pierwszy, alpejski szczyt – Aig. du Tour, znajdujący się w północnej części masywu Mt Blanc. Dodam jeszcze tylko że sama atmosfera w Chamonix jest całkiem przyjemna – ludzie są pomocni i mili i wcale to nie jest tak, że nie lubią wszędobylskich polaków, wręcz przeciwnie ale o tym nieco później. Tyle, że to takie nasze Zakopane… jest drogo, mnóstwo ludzi i wszędzie chcą z ciebie zedrzeć mnóstwo kasy. Kolejki to rewelacyjna rzecz ale też kosztują – niemniej warto. Możecie sobie na google.maps.com obejrzeć jak są rozmieszczone. Jest jeszcze mnóstwo kolejek na sąsiedni masyw Aiguilles Rouges (Różowe Igły), który może nie jest wysoki ale podobno bardzo urokliwy – znajduje się po drugiej stronie Chamonix i są z niego piękne widoki na masyw Blanca. No ale nie było czasu… Po kilku dniach przejażdżek kolejkami i lżejszym trekingu po Alpach przyszedł czas na odrobinę poważniejsze rzeczy. Przyjechali kumple i wreszcie przyszedł czas na zdobycie pierwszego szczytu w Alpach. Padło na Aiguille du Tour – szczyt w północnej części masywu zaznaczony strzałką (Mt. Blanc jest na samym dole).

masyw2_by_dunadan_from_bag_end-d6wuijg.j

16. Lokalizacja szczytu aklimatyzacyjnego

W trakcie przygotowań dużo czytałem gdzie by tu się przetestować w Alpach – nabrać wysokości na nogach a jednocześnie popatrzeć na ładne widok i nie dać się zabić :D czytałem wiele dobrych opinii o Aig. du Tour (bardzo łatwy i ładny szczyt) i tam też zdecydowaliśmy się udać. Zwinęliśmy namioty z Les Houches, zapakowaliśmy wóz i pojechaliśmy na parking do miejscowości Le Tour. Stamtąd prowadzą dwa szlaki na szczyt – wzięliśmy krótszy ale też bardziej stromy. Szlak ten zaznaczony był jedynie na mapie IGNu (Institut Geographique National, mapa nr 3630OT – można ją kupić w podróżniku – najbardziej dokładana jaka jest ale nie pokrywa niestety całego masywu) – na mapkach w Le Tour tego szlaku nie było, na szczęście okazało się, że nadal on istnieje jest jedynie sporo mniej uczęszczany ;] i w sumie o to chodziło. Szlak wiedzie obok małego heliportu, moreną boczną lodowca du Tour. Podejście początkowo jest dość mozolne i nudnawe, ale wkrótce widoki robią się coraz ładniejsze

Aiguilles Rouges i miasteczko Le Tour w dole

17. Aiguilles Rouges i miasteczko Le Tour w dole

A i zaczyna pokazywać się czoło lodowca, który ewidentnie szybko znika – ma jednak piękny kolor.

Lodowiec du Tour

18. Lodowiec du Tour

I tutaj czas na anegdotę ;] Idziemy tak obładowani plecakami (mimo liczenia każdego grama jednak nieco tego wyszło, zwłaszcza po dodaniu namiotów), noga za nogą, słońce pali… aż dochodzi do nas szybszym krokiem starszy jegomość – bez koszulki, z kijkiem w ręku, krótkie spodenki, zjarana skóra i widać, że ma ładnych parę wiosen na karku ale nas dogania i to szybko ;) jedyna osoba poza nami na tym szlaku… gdy nas mijał, zatrzymał się i powiedział coś do mnie po francusku machając otwartą dłonią przed twarzą. Powiedziałem oczywiście po angielsku, że francuskiego nie znam więc jegomość przeszedł na angielski – „Macie krem na słońce?” „Jasne!” Wyjmuję krem i zaczyna się: „Skąd jesteście?” (smaruje nos) „Z Polski.” „A! z Polski, fajnie. Znam trochę Polaków, wynajmuję domek w dolinie. Często do mnie Berbeka przyjeżdżał, lubiłem go, szkoda, że już go nie ma… Znaliście Berbekę? nie? a kogo znacie?…” okazało się, że to jakiś stary wyjadacz… po paru minutach pogawędki podziękował za krem i potruchtał dalej. Bardzo fajne spotkanie. Droga tego dnia skończyła się w schronisku Albert Premiere, położonego na skraju zbocza moreny,tuż nad lodowcem. Tam spotkanie z rodzicami (weszli tym dłuższym szlakiem, częściowo wjeżdżając kolejką), potem pożegnanie – oni musieli wracać do Polski, ja jeszcze miałem tydzień siedzieć. Rozbijamy namioty jakieś 100metrów od schroniska, jemy.

Obozowisko pod schroniskiem Albert Premiere – Aig. du Tour w tle z lewej

19. Obozowisko pod schroniskiem Albert Premiere – Aig. du Tour w tle z lewej

Jest późne popołudnie/wczesny wieczór, co robić?… hm, no nigdy nie dotykałem lodowca :D bierzemy linę, uprzęże, raki, czekany i lecimy na dół na lodowiec. W sierpniu Glacier du Tour był bardzo mokry i pięknie odsłaniał swoje mroczne i zimne wnętrze.

Remek na lodowcu du Tour – Aig. de Chardonnet w tle

20. Remek na lodowcu du Tour – Aig. de Chardonnet w tle

Była tam jakaś magia o tej porze dnia, ciężko mi to opisać ale czułem się jakbym stąpał po czymś co ma swoją świadomość i żyje. Krótkie zerknięcie na jutrzejszy cel i pora wracać żeby się wyspać.

Aig. du Tour

21. Aig. du Tour

Mała kolacja w schronisku przynosi niespodziewany widok samego lekko zachmurzonego zachodu

Widok na Aiguilles Rouges, w dole fragment lodowca du Tour (fotę warto oglądać na ciemnym tle lub przy zgaszonym świetle)

22. Widok na Aiguilles Rouges, w dole fragment lodowca du Tour (fotę warto oglądać na ciemnym tle lub przy zgaszonym świetle)

W drodze do namiotu z kolei ostatnie promienie słońca liżą samiutki szczyt Aig. du Chardonnay.

Aig. de Chardonnet o zachodzie

23. Aig. de Chardonnet o zachodzie

Robi się zimno, a tu się trzeba pozbyć niepotrzebnego ubrania i wejść w ciepły śpiwór, co też robię, po czym przed zasunięciem namiotu wyglądam na zewnątrz i… wzdycham – no, tak przecież nie można, jak to tak, żeby fotograf szedł spać i zdjęć nie robił. Ubieram się więc znowu, tym razem jeszcze cieplej, wyciągam sprzęt, no przecież tego widoku nie przepuszczę.

Aig de Chardonnet w nocy

24. Aig de Chardonnet w nocy

Pobudka nie była jakoś mega wczesna. Szybkie śniadanie… bardzo szybkie bo jedliśmy przy stołach na zewnątrz schroniska i nagle obsługa hotelu zaczęła nas grzecznie wypraszać. „Pani! ale za co?!” „Bo zaraz helikopter przyleci” zaczęli się śmiać że wyląduje na stolikach. Na stolikach nie wylądował ale zawisł nad nimi. „Tylko trzymajcie wszystko mocno!” radzi dziewczyna z obsługi – powiew o mało nas nie przewrócił… helikopter niesamowicie zgrabnie postawił kilkusetkilogramową paczkę zawieszoną na linie, dosłownie 3 metry od nas.

Helikopter przywożący ładunek do schroniska Albert Premiere

25. Helikopter przywożący ładunek do schroniska Albert Premiere

I poleciał zrobić jeszcze parę kursów.

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wuatt

26.

27 Podszedłem do pomocnej pani z obsługi i powiedziałem: „U nas w Tatrach do takich rzeczy używa się ludzi, nie helikopterów” – ot, takie wspomnienie słowackich nosiczy ;) Francuzi… no, że tak zacytuję Siarę z Killera „Mają rozmach sku*wisyny”. Pora w drogę – trawers pod du Tour lodowcem i przejście przez Col. Superiour du Tour, po którym odsłania się wieeeelkie pole śnieżne – to już Szwajcaria, Pletau du Trient; potem znowu trawers.

Podejście pod wyżnią przełęcz du Tour

27. Podejście pod wyżnią przełęcz du Tour

Zabawne było przejście przez małą szczelinę brzeżną – trzeba było dać małego kroka. Potem ukrycie czekanów, raków, liny i uprzęży pod skałami i droga na sam szczyt, już po samych kamieniach. Po niezbyt długim czasie wchodzimy na niewielki szczyt – Aig du Tour zdobyty! :D parę większych kamieni, ledwo da się zmieścić we czwórkę, najlepiej na siedząco bo lufa w dół jest niezła :D

Widok ze szczytu Aig. du Tour (od lewej: Aig. de Chardonnet, Aig. Verte i Mt. Blanc)

28.Widok ze szczytu Aig. du Tour (od lewej: Aig. de Chardonnet, Aig. Verte i Mt. Blanc)

Widoki naprawdę ładne, widać pięknie Blanca nasz następny szczyt. Ale trzeba jeszcze wrócić. I to była masakra… byliśmy na istnej patelni. Dosłownie. Skwar nieziemski, lód nie pomagał – wprost przeciwnie, okulary przeciwsłoneczne z filtrem „4″ nie dawały rady – trzeba było mrużyć oczy. To było okrutnie męczące. Mam wrażenie że bez okularów po prostu bym tam umarł, na pewno oślepł.

Widok spod Aig du Tour na Plateau du Trient i na Auiguilles Dorees

29. Widok spod Aig du Tour na Plateau du Trient i na Auiguilles Dorees

Ale jakoś się udało. Dotarliśmy z powrotem, zwijamy namioty i droga w dół, tym razem wybieramy dłuższy, mniej stromy szlak, chcemy oszczędzać kolana. Chłopakom było za długo ale dla mnie była bajka – droga wiodła przez piękne alpejskie, zielone stoki i łąki, cudo, zwłaszcza w połączeniu z widokiem na sąsiedni masyw Auiguilles Rouges o którym wspominałem w pierwszej części.

Aiguilles Rouges i Le Tour w dole

30. Aiguilles Rouges i Le Tour w dole

Oraz piękny widok na caaaałe Chamonix z jęzorem lodowca Bossons.

Dolina Chamonix

31. Dolina Chamonix

Po dość długawej ale całkiem przyjemnej drodze dochodzimy do samochodu i pora ruszać do Les Houches. Następnego dnia mały odpoczynek, tym bardziej że pogoda gorsza, poza tym nie ma co się wygłupiać – mamy czas ;) Kolejnego dnia ruszamy na właściwy podbój… Nie chce nam się zapierniczać po lesie więc bierzemy kolejkę z Saint Gervais do Nid d’Aigle po czym na piechotę udajemy się pod schronisko Tete Rousse – tam gdzie byłem pierwszy raz z rodzicami ale tym razem nie ma już kaca – organizm się przyzwyczaił do wysokości. Po drodze do Tete Rousse mija się barak Forestiere w którym można spotkać śpiących Polaków ale bardziej warto udać się 20 metrów za barak gdzie skała nagle urywa się kilkuset metrową chyba przepaścią i otwiera piękny widok na całą Chamonix. Pod Tete Rousse rozbijamy namioty – to ostatni punkt gdzie oficjalnie można rozbić namioty – cała reszta okolic Mt. Blanca objęta jest całkowitym zakazem biwakowania o czym Francuzi nie omieszkali poinformować na specjalnych żółtych znakach, w tym w języku polskim – jest to jedyne miejsce gdzie Francuzi piszą cokolwiek po polsku… Znów nie mogę się powstrzymać przed porobieniem paru zdjęć przed pójściem spać

Lodowiec Bionassay

32. Lodowiec Bionassay

Zaczynam dochodzić do wniosku że zachody są w tych górach wyjątkowo ładne – „odkrył Amerykę” pomyślicie niby tak ale… tam są WYJĄTKOWO ładne.

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wub28

33.

Noc jest mało fajna – cholerny wiatr i chyba jakiś opad (grad?), ciężko zasnąć a wstać trzeba wcześnie bo czeka nas przeprawa przez „rosyjską ruletkę” – czyli Grand Culoir – rynnę, którą niemal bez przerwy lecą kamienie (patrz filmik z samego początku). Teoria jest taka, że im wcześniej się wyjdzie tym bardziej skała jest zmrożona i mniej kamieni leci – dlatego pobudka jakoś w okolicach wschodu, tym bardziej, że przez cały pobyt pod Tete słuchać był jak kamienie zwalają się w dół – to działa na psychikę. Żeby zrobić śniadanie trzeba zrobić dziurę w małym zamarzniętym potoczku z topniejącego lodowca – jedyne źródło wody, lepiej ją zagotować. Zostawiamy namioty i niepotrzebne rzeczy (np. karimaty) i ruszamy w drogę najpierw podejście po sypkim żwirowisku (wcale nie było łatwe, było cholernie sypko), dojście do kuluaru – kolega idzie pierwszy i gdy jest w połowie kuluaru… lecą kamenie. Remek, uważaj!!! kamienie!!! efekty był taki:

Remek z kaskiem wgniecionym w Grand Culoir przez kamień

34. Remek z kaskiem wgniecionym w Grand Culoir przez kamień

Gdyby nie kask nie byłoby już z nami kolegi… na szczęście wszystko skończyło się na strachu. Reszt przeszła bez szwanku:

Przejście przez Grand Culoir, na pierwszym planie Tomek, na drugim Łukasz

35. Przejście przez Grand Culoir, na pierwszym planie Tomek, na drugim Łukasz

Potem najtrudniejsza technicznie część, czyli podejście pod Gouter (kolejne schronisko), ledwo 300 metrów ale ostre, niemniej nie sprawiające jakiegoś dużego problemu. Wita nas nietypowe schronisko niczym orle gniazdo na krawędzi przepaści:

Schronisko Gouter

36. Schronisko Gouter

Określenie dziwne bardzo dobrze pasuje… tutaj przychodzi czas na wyjaśnienie największego problemu jaki mieliśmy podczas naszej wyprawy – noclegu w tym miejscu. Francuzi mają problem – za dużo turystów. Rozumiem ten problem zwłaszcza w sytuacji gdy często bywają to ludzie, którzy nie powinni się znaleźć w takim miejscu (nie mający żadnej kondycji i/lub pojęcia o górach). Francuzi wpadli wiec na taki pomysł – zakażemy biwaków. Jak jesteś chojrak obskoczysz wszystko w jeden dzień i nie musisz mieć biwaku – jak uważasz że nie dasz rady, możesz przekimać TYLKO w Gouter – jest jedno „ale” – Gouter ma jakieś 200miejsc, dziennie Blanca odwiedza chyba 5-10 razy tyle ludzi ;] miejsca znikają w ciągu paru chwil od momentu kiedy są dostępne do zarezerwowania – zresztą, spróbuj przewidzieć prognozę na miesiąc wprzód ;] na podłodze spać nie wolno, właściwie, jak nie masz rezerwacji to nie wolno ci tu nawet przebywać. Takie rzeczy wyczytałem w necie a potem powiedziała mi to samo bardzo niemiła pani z obsługi. Miło nie? jakie było nasze rozwiązanie? Poszliśmy trochę na pałę. Czytałem sprzeczne opinie, że owszem jest zakaz biwakowania ale ludzie i tak biwakują. Że jednak pozwalają spać na podłodze. Że jednak nie pozwalają spać na podłodze. Że owszem biwakować możesz próbować ale dostaniesz mandat na 1000euro itp. A tak w ogóle to nocleg w tym schronisku kosztuje 80euro :D Szaleństwo. Skończyło się na tym, że niemiła pani nas wygoniła do przedsionka i kazała nam czekać wieczorem na „wyrok”. Olałem ją i poszedłem robić foty. Tak, bo zaczął się zachód słońca. Chyba najładniejszy jaki widziałem w życiu. Nie wiedziałem gdzie się gapić i robić foty. Czy na sam zachód

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wub0z

37. Zachód słońca – widok spod schroniska Gouter

Czy na okolice wschodu:

Aig. du Midi na pierwszym planie i w tle Aig. Verte

38. Aig. du Midi na pierwszym planie i w tle Aig. Verte

Czy robić zdjęcia odległym krainom gdzie żyją smoki.

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wub0p

39. Widok spod schrosniska Gouter w kierunku zachodnim

Czy dolinom którymi płynęły rzeki światła bo jak wszyscy wiemy, światło wieczorem jest leniwe i ociężałe i zalega w dolinach.

Widok spod schroniska Gouter - mniej więcej okolice Saint Gervais

40. Widok spod schroniska Gouter – mniej więcej okolice Saint Gervais

Zresztą nie tylko ja robiem zdjęcia.

Schronisko Gouter i Aig. de Chardonnay

41. Schronisko Gouter i Aig. de Chardonnay

I miałem gdzieś ile zapłacę za schronisko i czy w ogóle będę mógł kimać. Zobaczyłem co miałem zobaczyć. Po powrocie, w przedsionku wszyscy smacznie kimali. „Ty Łukasz, no i co, możemy tu kimać?będziemy coś płacić?” „Nie wiem, idź spać…”. Po jakiejś godzinie Pani weszła do przedsionka, policzyła nas i zamknęła na klucz :D kimaliśmy za darmo. Jedyną wadą było światło na fotokomórkę :D więc jak się domyślacie nie było za wiele spania przy jakiś 20 osobach,zresztą pobudka o 2 w nocy. Wtedy to zaczął się zamęt, jak podczas świąt. Całe schronisko się budzi, wszyscy się krzątają. Ubieramy się i wychodzimy. Nie zapominamy o toalecie bo następnej już nie będzie. Ruszamy w drogę. Doliny jarzą się niczym jakieś konstelacje czy galaktyki, w górze zresztą to samo, ale tam prawdziwe konstelacje. Aż żałuję że nie mam statywu i czasu na sfocenie tej sceny. Czułem się jak w kosmosie, na jakiejś asteroidzie. Może umarłem i moja dusza powędrowała na Europę, księżyc Jowisza? Ruszamy w drogę, widać wszystko jak w dzień, jest pełnia, nie potrzeba czołówek. Mijamy Dome du Gouter i naszym oczom ukazuje się dziwaczny widok – dłuuugie podejście na wielki szczyt – Mt. Blanc który wygląda jak… choinka. Autentyczna choinka, jak na święta. To inne zespoły, które ogarnęły się wcześniej od nas i ich czołówki. Przez głowę przechodzi mi myśl – po co im czołówki podczas pełni? proponuję chłopakom fotę, jest zimno, chłopaki chcą iść więc udaje się tylko dokumentalny pstryk

42. W drodze na Mt. Blanc

42. W drodze na Mt. Blanc

Dochodzimy do Valota – schronu wypadkowego – nie idzie wcisnąć palca, parę ekip urządziło tam sobie nocleg… Zaczyna się zachód księżyca.

Widok z drogi na Mt. Blanc - zachód księżyca w pełni

43. Widok z drogi na Mt. Blanc – zachód księżyca w pełni

I wschód słońca, niestety za Blankiem a my ciągle poniżej, krok za krokiem, oddech za oddechem – pierwszy raz na takiej wysokości, zapiera dech, tak dosłownie. W końcu słońce jest na tyle wysoko, że przebija się przez grube warstwy pyłu i zanieczyszczeń, Wielka Góra rzuca swój Cień hen daleko.

Cień Mt. Blanc

44. Cień Mt. Blanc

Ale też i na nas

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wubgn

45. Mt. Blanc rzucający cień na nas

Po drodze taka trochę fota-marzenie – „alpiniści na śnieżnej grani oświetlonej wschodzącym słońcem”.

Podejście na Mt. Blanc - w dole widać schron Vallot

46. Podejście na Mt. Blanc – w dole widać schron Vallot

Po miliardowym kroku wypłaszczenie i myśl „łe, to już?” oraz „cholera, sporo stąd widać, trzeba dużo fot nacykać”.

Widok z Mt. Blanc na północ - widać tzw Drogę Trzech Szczytów ( 3 Montets Route ) biegnącą od Aig. du Midi przez Mt. Blanc du Tacul i Mt Maudit (wszystkie widoczne na zdj.); widać alpinistów pod Mt. Maudit (dwie maleńkie kropki poniżej grani)

47. Widok z Mt. Blanc na północ – widać tzw Drogę Trzech Szczytów ( 3 Montets Route ) biegnącą od Aig. du Midi przez Mt. Blanc du Tacul i Mt Maudit (wszystkie widoczne na zdj.); widać alpinistów pod Mt. Maudit (dwie maleńkie kropki poniżej grani)

I kolejna myśl – „ocean gór – będzie gdzie iść następnym razem”.

Widok z Mt. Blanc mniej więcej na zachód

48. Widok z Mt. Blanc mniej więcej na zachód

Mt. Blanc zdobyty, pora wracać.

Widok na Mt. Blanc spod Dome du Gouter - widać schron Vallot

49. Widok na Mt. Blanc spod Dome du Gouter – widać schron Vallot

Podczas zejścia niedaleko baraku Forestiere miłe spotkanie z tamtejszymi, niemal oswojonymi kozicami

untitled_by_dunadan_from_bag_end-d6wubg4

50.

Teraz możecie spytać – czy dam radę wejść? To zależy od paru czynników – jak masz jako taką kondycję, chodzisz nieco po naszych Tatrach, trafisz na dobrą pogodę w Alpach i się dobrze tam zaaklimatyzujesz i jeszcze nie masz pecha to Blanc to pikuś… gorzej jak któryś z tych czynników się nie uda. kumpel mógł oberwać większym kamieniem w kuluarze. Mogło przyjść załamanie pogody. Mogliśmy fizjologicznie nie dać rady. Ale tak nie było, w tych warunkach i przy takiej aklimatyzacji jak nasza spokojnie Blanca uważam można by zrobić samemu. Dużo bardziej niebezpiecznie jest w naszych Tatrach niż tam. Byłem też na Gerlachu który był wielokrotnie trudniejszy technicznie niż Blanc gdzie tak naprawdę za wyjątkiem jednego,dwóch miejsc nie było trudności, a na pewno nie w ekspozycji. Jest jeszcze problem w postaci kpiny z noclegów i czegoś co się nazywa schroniskiem Gouter a powinno się nazywać hotelem Gouter ale i to można ominąć – kimać na podłodze (choć nikt wam oficjalnie nie potwierdzi, że można) albo kimać w namiocie (powyżej Goutera widzieliśmy rozbite namioty). Nie polecam kimać w usyfionym Valocie bo to dla mnie trochę dziadowanie i stwarzanie niebezpieczeństwa – to jest schron wypadkowy i tylko w skrajnych sytuacjach ma służyć jako nocleg… ew. można próbować uderzyć spod Tete Rousse niemniej na pierwszy raz to będzie trudnawe – łatwo się zgubić na podejściu pod Gouter. Jeszcze taka uwaga – uważaj na inne zespoły! ludzie robią tam dziwne rzeczy, są to zwykle ludzie prowadzeni przez przewodników, nie mający wiele pojęcia o tym co robią, widziałem dziwne sceny… Za rok znowu Alpy, najpewniej okolice Zermatt i drugi co do wysokości szczyt Alp ;) marzy mi się też rejon Ecrins – podobno uroczy i mniej oblegany przez ludzi…

 

PS: jeśli to kogoś ciekawi – większość zdjęć zrobiłem następującym sprzętem: Sony A700+18-55; Sony A900+Minolta 20/2.8+Sony 70-200/2.8SSM; Canon G9

There are no comments